Zielony Autobus nr 7

09 marzec 2017
Dział: Oferta

Prezentujemy Zielony Autobus nr 7. Gazetowa wersja czasopisma jest dostępna w naszej placówce.

Zielony autobus nr 6

25 maj 2016
Dział: Oferta

Prezentujemy Zielony Autobus nr 6. Gazetowa wersja czasopisma jest dostępna w naszej placówce. 

Kolejne spotkanie, zorganizowane z inicjatywy koła dziennikarskiego, prowadzone przez Tadeusza Majewskiego odbyło się dnia 13 kwietnia w auli Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gd. To było tzw. „dwa w jednym” – spektakl „Legenda Strychu" i wykład na temat skarbu w Jeziorze Godziszewskim. Na wstępie dziękujemy wszystkim, którzy przyszli do OPP na to spotkanie. Etiuda "Legenda o Strychu", zagrane przez siostry Nikolę i Martę Drewczyńskie była wyjątkowo zabawnym akcentem przed wykładem Mariusza Kurowskiego.

A teraz kilka szczegółów o etiudzie pt.” Legenda Strychu”

Grają ją dzieci z Kalisk. Historia powstania tego krótkiego spektaklu jest zaskakująca. Nikola i Marta Drewczyńskie, uczestniczki zajęć dziennikarsko-twórczych OPP w GOK-u w Kaliskach napisały kilka ciekawych reportaży: o jeździe konnej w Dunajkach, o morsach w Trzechowie i o swojej miejscowości - Strychu. W trakcie przerabiania reportażu o Strychu na opowiadanie zrodził się pomysł, by skorzystać z mrocznej legendy o tej miejscowości, spisanej w 1937 r. przez etnografa Józefa Gołąbka w książce "Pomorskie historie z dreszczykiem". Podczas opracowywania opowiadania zrodził się z kolei pomysł przedstawienia tej historii na w formie spektaklu. Przedstawiamy thriller "Legendę Strychu", historię zbyt nieprawdopodobną, żeby się nie... wydarzyła."

A teraz kilka szczegółów o wykładzie Mariusza.

"Mariusz Kurowski jest autorem świetnej książki pt. "Kociewskie początki", w której bardzo wnikliwie szuka odpowiedzi na pytanie, gdzie i kiedy "powstało" Kociewie. Chociaż książką nie miała jeszcze oficjalnej prezentacji, zdążyła poruszyć już środowisko osób zajmujących się zawodowo i amatorsko "prakociewiem". Mariusz mówił i prezentował mapy, ale sporą część spotkania poświecił skarbowi wojska szwedzkiego, który leży na dnie Jeziora Godziszewskiego. Wóz (a może wozy) ze skarbem zatonął podczas ucieczki Szwedów na skutek załamania się lodu pod ciężarem wozu i uciekających. Nie jest to żadna legenda. Poszukiwania skarbu podjęto już w XIX w. W latach 70. XX w. poszukiwali go płetwonurkowie. I... nic nie znaleziono. Według autora "Kociewskich Początków" , szukano w nieodpowiednim miejscu. Na spotkaniu Mariusz wyjawił, gdzie tego skarbu powinno się szukać. Co zdumiewające, o tym miejscu mówią konkretne zapisy z tamtych czasów! Mariusz przedstawił nam te zapisy, ba nawet mapy. Nadchodzi czas na kociewski "złoty pociąg"!

Na pierwsze spotkanie z Mariuszem Kurowskim w OPP przyszło blisko 100 osób. Mariusz Kurowski to znakomity analityk, mający ogromną wiedzę z zakresu historii, genealogii, kartografii i innych dziedzin. Prowadząc swoje dochodzenia wykorzystuje najnowsze osiągnięcia techniki.".

Czekamy zatem na następne „Spotkania z …”

KOŁO DZIENNIKARSKO-TWÓRCZE działające w Ognisku Pracy Pozaszkolnej, pod opieką Tadeusza Majewskiego 19 stycznia 2016r. zrealizowało spotkanie autorskie z ADAMEM HLEBOWICZEM, dziennikarzem, publicystą, dyrektorem Radia Plus, autorem i współautorem kilkunastu książek reporterskich, wywiadów i szkiców.

Rozmowa dotyczyła jednej z najnowszych jego powieści zatytułowanej „Pułapka na ptaki”. Stworzył w niej bardzo interesujących bohaterów - dwóch naukowców ornitologów, którzy przerzuceni z wielkiego miasta do niezwykłych, tajemniczych Borów, spotykają wiele rozmaitych przygód. "Pułapka na ptaki" to powieść adresowana do czytelnika ogólnopolskiego, ale jest także bardzo poważny powód, żebyśmy przeczytali ją my, Kociewiacy, a są nim tajemnicze Bory, zamieszkujący je ludzie i zwierzęta.

Zapraszamy do obejrzenia zarejestrowanej rozmowy. 

KOŁO DZIENNIKARSKO-TWÓRCZE działające w Ognisku Pracy Pozaszkolnej, pod opieką Tadeusza Majewskiego ma zaszczyt zaprosić na spotkanie autorskie

z ADAMEM HLEBOWICZEM -autorem powieści „Pułapka na ptaki”

 w dniu 19 stycznia 2016r. o godzinie 18.00  w auli Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gdańskim, ul. Sikorskiego 26.

Adam Hlebowicz w swojej powieści "Pułapka na ptaki" stworzył bardzo interesujących bohaterów-dwóch naukowców ornitologów, przerzuconych z wielkiego miasta do niezwykłych, tajemniczych Borów, gdzie spotyka ich wiele rozmaitych przygód. "Pułapka na ptaki" to powieść adresowana do czytelnika ogólnopolskiego, ale jest także bardzo poważny powód, żebyśmy przeczytali ją my, Kociewiacy, a są nim tajemnicze Bory, zamieszkujący je ludzie i zwierzęta.

 Adam Hlebowicz – dziennikarz, publicysta, Dyrektor Radia Plus. Autor i współautor kilkunastu książek reporterskich, wywiadów i szkiców.

W dniu 26 listopada aula Ogniska Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie Gdańskim wypełniła się laureatami konkursu plastyczno-fotograficznego "Krajobraz Kociewia-tradycje i współczesność". Nagrody w imieniu organizatorów- OPP wręczał Dyrektor Grzegorz Oller, a w imieniu fundatora nagród- Starostwa Powiatowego w Starogardzie Gdańskim- Jacek Toczek-Naczelnik Wydziału Kultury, Sportu i Promocji Regionu. Wszystkim laureatom serdecznie gratulujemy i zapraszamy jednocześnie do udziału w naszym bożonarodzeniowych konkursach. W załączeniu prezentujemy protokół jury i bogatą galerię zdjęć.  

Ognisko Pracy Pozaszkolnej w Starogardzie jest corocznym organizatorem Kociewskiego Konkursu Twórczości Plastycznej Dzieci i Młodzieży „Krajobraz Kociewia – tradycje i współczesność” w kategorii malarstwo i fotografia. Konkurs obejmuje trzy powiaty i skierowany do przedszkoli, szkół podstawowych szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. W tym roku nadesłano ponad 320 prac malarskich i ponad 100 fotografii. Na zdjęciach przedstawiamy pracę jurorów w Starogardzkim Centrum Kultury. Jurorami byli: Katarzyna Oller, Mirosława Muller, Józef Olszynka, Adam Haras. Uroczyste wręczenie nagród odbędzie się w dniu 26 listopada o godz.12.00 na auli OPP.

Zapraszamy do przeczytania artykułu uczestniczki koła dziennikarskiego w GOK-u w Kaliskach- Martyny Drewczyńskiej. Zdjęcia do artykułu wykonała Nikola Drewczyńska.

„Jeśli będziesz postępował tak jakbyś miał 15 minut, stracisz cały dzień. Jeżeli natomiast

będziesz postępował tak jakbyś miał cały dzień, osiągniesz cel po 15 minutach ‘’

Budzę się rano i wyglądam przez okno. Nie zapowiada się ciepły dzień, ale trudno. Raz się żyje! Ubieram się, jem śniadanie, pakuję się i ruszam do mojego "drugiego domu".

Około pół godziny później jestem już na miejscu. Pierwsze co robię, to głęboko oddycham, upajając się zapachem lasu i koni.

Biorę swoje rzeczy i ruszam do siodlarni, gdzie czeka już na mnie koleżanka, Sabina, oraz pani instruktor, Łucja. Siadam na krześle, aby chwilę odpocząć, rozglądając się po miejscu tak dobrze mi znanym. Czuję lekkie ukłucie radości, które po kilku chwilach przepełnia całe moje ciało.

Zabieram uwiąz i ruszam po karego wałacha, na którym mam mieć dziś jazdę. Jak zawsze trzeba go najpierw ustawić, ale po kilku minutach idzie grzecznie. Przywiązuję go, biorę szczotki i zaczynam go czyścić. Uwielbiałam to zajęcie. Mogę przy nim całkowicie odpłynąć, zapomnieć o wszystkim. W tych chwilach liczy się tylko koń i ja. Jednak po 15 minutach siłą rzeczy muszę się oderwać i zająć przygotowaniem siebie. W tej samej chwili, gdy ja się przebieram, pani Łucja siodła i okiełznuje Hadesa.

Rozglądam się w poszukiwaniu Sabiny. Jest już gotowa i siedzi na swoim koniu, Tarce. Podchodzę do Karego i szybkim, zwinnym ruchem wsiadam na niego. Mocnym, zdecydowanym szturchnięciem łydki ruszam go i idziemy na maneż. W tym momencie widzę już świat w różowych kolorach. Zapominam o wszystkim, zatrzymuję w biegu, nie myślę o tym, co było i co będzie. Żyję chwilą obecną. Na tych kilkanaście minut jestem wyrwana z szarości dnia codziennego i mogę wreszcie głęboko odetchnąć. Poczuć się sobą. Nauczyć wyrozumiałości, cierpliwości, pokory i szacunku do zwierzęcia, które nie ocenia mnie po wyglądzie ani nawet charakterze. Potrafi zrozumieć, wysłuchać i pocieszyć na swój sposób. Zajrzeć głęboko w serce. A po długiej wędrówce, wielu zakrętach i przeszkodach, zaufać. Właśnie na tym polega sekret jazdy konnej - na zaufaniu. Na tej harmonii pomiędzy jeźdźcem a koniem. Na zapanowaniu nad zwierzęciem, które jest wiele razy silniejsze od ciebie.

 - Nie boisz się koni? – spytała mnie kiedyś jedna z koleżanek, Daria.

 - Boję, ale staram się tego nie okazywać. Konie potrafią wyczuć mój strach z odległości 300 metrów – odpowiedziałam.

 - Dlaczego więc jeździsz, skoro się ich boisz?

 - Dlatego samego powodu, dla którego ty oddychasz.’

 - Nie boisz się, że ten koń cię ugryzie albo kopnie? Albo zrzuci?

 - Nie. Jeżeli tak się stanie, to następnym razem będę bardziej go słuchała.

 - Słuchała? Przecież konie nie mówią!

 - Dobry trener słyszy, gdy koń do niego mówi. Wielki słyszy nawet jego szept, a mały nie słyszy nawet jego krzyku.

 - Jazda konna to tylko siedzenie w siodle

 - Dla ciebie. Dla mnie to pięta w dole, noga za popręg, palce do konia, wyprostowanie się, rozluźnienie się, nie szarpanie konia za wodze itp. ...

Trening jak zawsze zaczyna się od 10-minutowego rozluźnienia konia. Kilka wolt, slalomów i zmian kierunku. Następnie kłus anglezowany bez strzemion, abym i ja mogła się rozluźnić. Skupiam całą swoją uwagę na tym, co robię i popędzam Hadesa za każdym razem, gdy tylko zwalnia. A kiedy to nie pomaga, używam innej pomocy. Po kilku kółkach przechodzę do stępa i delikatnie klepię konia po szyi jako nagrodę. Mam teraz chwilę, żeby zregenerować siły. Rozglądam się w poszukiwaniu Sabiny, która jak się okazuje, kłusuje przez drążki. Zmieniam kierunek i patrzę na panią instruktor, która pokazuje narożnik naprzeciwko i kiwa głową. Odpowiadam tym samym skinięciem i popędzam Hadesa. Jadę kłusem ćwiczebnym do wskazanego przez panią Łucję narożnika. Tam oddaję jeszcze więcej siły poprzez silne działanie łydką wewnętrzną i stanowczym głosem mówię „galop’’. Hades nie od razu reaguje, ale po ponownym powtórzeniu tych samych sygnałów, udaje mi się zagalopować. Teraz skupiam się na działaniu łydką, wypychaniem bioder i przyklejeniu się do siodła.

Galopujemy przez chwilę. W tym czasie wypadło mi również strzemię i próbuję je odnaleźć, ale zamiast tego czuję tylko, jak Hades gwałtownie skręca, a ja wypadam z siodła i ląduję na ziemi. Szybko się podnoszę i niezrażona łapię konia. Próbuję uspokoić rozszalałe serce. Po kilku głębokich wdechach udaje mi się to i dopiero wtedy otrzepuję się i wsiadam. Ruszam stępem, potem kłusem anglezowanym. Na koniec w tym samym narożniku daję sygnały i ruszamy galopem. Tym razem opieram się na strzemionach, ale dalej latam w siodle i po kółku jestem totalnie zmęczona. Przechodzę do kłusu wysiadywanego, a w następnym narożniku do stępa. Klepię delikatnie konia po szyi. Pani instruktor kiwa głową i pokazuje na niewidzialny zegarek na ręku. Rozumiem ten gest i potakuję głową, a następnie oddaję Hadesowi wodze i rozglądam się w poszukiwaniu Sabiny. Staję na chwilę, aby mogła mnie dogonić. Kiedy już do mnie dojeżdża, rozmawiamy przez chwilę, cały czas stępując konie. Następnie wyjeżdżamy z maneżu, przypinamy konie i rozsiodłujemy je. Zabieram koc i przykrywam Hadesa. Patrzę na zegarek. Mam jeszcze koło dwóch godzin, zanim będę musiała jechać do domu. Zabieram się więc za pomoc w stajni. Sprzątam w boksach, myję poidła i wlewam do nich świeżej wody. Pomagam pani w przygotowaniu koni do jazdy. Zaczyna się ściemniać. Zbieram swoje rzeczy, żegnam się z końmi i rozglądam po stajni. W zachodzącym słońcu to miejsce wydaje się magiczne. Patrzę za konie pasące się łące. Widok jest przepiękny. Jest tak miło, tak inaczej. Chciałabym, żeby ta chwila pozostała już na zawsze. Jednak czas leci, słońce zachodzi, a ja muszę jeszcze dojechać do domu. Z dziwnym żalem ostatni raz przyglądam się koniom, budynkom, lasom i łąkom. Wsiadam na rower i odjeżdżam, zapamiętując ten wspaniały widok i słowa Sabiny wypowiedziane, gdy po raz pierwszy tu przyjechałam: „ Nigdy nie jest za późno, żeby nauczyć się jeździć. Jeśli to pokochasz, to jazda będzie dla ciebie czymś niepotrzebnym. Ważny będzie czas i serce jakie włożysz w pracę z nim. Nie sztuką jest kochać konia, sztuką jest sprawić, by koń pokochał ciebie ‘’ .

 

 

Krzysztof Banul podczas prezentacji swoich zdjęć pokazanych przez Polsat News na warsztatach dziennikarskich w GOK-u w Kaliskach

Krzysztof Banul (22 l.) mieszka w Iwicznie, gm. Kaliska. Od kilku lat jego pasją jest fotografowanie.
- W 2007 r. otrzymałem pierwszy aparat - mówił Krzysztof na spotkaniu dziennikarskim w GOK-u w Kaliskach. - Mój tata wrócił z Niemiec i kupował prezenty. Zapytał, kto co sobie życzy. Ja poprosiłem o aparat.
Na zakup następnego już sam odkładał, na trzeci, kompaktowy, też. W 2013 kupił wymarzoną lustrzankę. Pojechaliśmy do Gdańska wybrać.

- Najbardziej lubię fotografować pejzaże, zmieniający się świat: zmieniająca się wraz z porami roku przyrodę. Zdarza się jednak, że jestem proszony o fotografowanie imprez rodzinnych, ostatnio nawet wesela. Zabieram lustrzankę na wycieczki rowerowe oraz dalsze.
Największy sukces?
- Była zima 2013 roku. Oglądałem Polsat News. Pokazywano zdjęcia nadesłane przez widzów. I nagle postanowiłem wysłać moje. I je wyemitowano, podpisane moim imieniem i nazwiskiem. W audycji powtarzanej kilka razy tego dnia. Były to zdjęcia mojej miejscowości, Iwiczna. Oglądało je sporo osób w Iwicznie, w gminie i nie tylko. Wszyscy mi gorąco gratulowali.

Kilka dni temu w fotografii Krzysztofa pojawił się nowy temat.
- Redaktor Tadeusz Majewski zaproponował mi przed zajęciami dziennikarskimi w Gminnym Ośrodku Kultury w Kaliskach krótki wyjazd do Pieców. Fotografowaliśmy tam piękną panoramę Pieców z Czubnicy. Następnie poszliśmy na cmentarz fotografować.. anioły. Nigdy nie zwróciłem na nie uwagi. Zauważyłem je, gdy red. Tadeusz Majewski stwierdził, że na żadnym cmentarzu w naszym powiecie nie ma tak pięknych. No i wyzwał mnie na pojedynek - kto z nas zrobi ładniejsze zdjęcie tym aniołom.

Po tej sesji z aniołami na warsztatach w GOK-u fotograf z Iwiczna zaprezentował zdjęcia z Polsat News.
Zapytano go między innymi o to, czy wiąże swoją przyszłość z fotografią?
- Chciałbym pracować w jakimś studio fotograficznym - odparł.
Od pewnego czasu w gminie jest jego pełno. Gdy urządzana jest jakaś impreza, otrzymuje zapraszanie, a czasami... sam się wprasza.
- Zabieram aparat i jadę. Ostatnio pojechałem do GOK-u na wernisaż twórczości mieszkańców gminy, gdzie miałem wystawione swoje zdjęcia.

Na spotkaniu dziennikarskim w GOK-u padło też inne ciekawe pytanie. Czy nie uważa, że każda większa miejscowość powinna mieć swojego etatowego kronikarza?
- Jak najbardziej - odparł. - Niby wszyscy mają dzisiaj sprzęt do fotografowania, ale jakoś nie tworzy się kronik wsi. Chodzi oczywiście o kronikę wiejskiej wspólnoty, a nie zdjęcia typu selfie. Kronikę, w której byłyby pokazane w formie opisanych zdjęć wszystkie ważne dla miejscowości wydarzenia. Takie kroniki byłyby nie tylko ciekawe dla nas, ale dla kolejnych pokoleń.

Krzysztof Banul prowadzi zdjęciowy fan page: https://www.facebook.com/Krzysztof-Banul-fotografia-1588763908044201/
link do filmiku: https://www.facebook.com/kbanul/videos/825281477565459/?l=5141111896470558052

 

Z Moniką Dulską rozmawia Natalia Jaworańska

Siedzimy w bibliotece w Zblewie. W przerwach wywiadu z Moniką Dulską robimy jej zdjęcia. Kapitalny balans tułowia, szczelna garda, silne ciosy i wykopy z półobrotu. Na szczęście nikogo nie ma w polu uderzeń.

- Czym zajmowałaś się jako dziewczynka?

- Już jako dziewczynka kopałam piłkę na boisku w Bytoni. Było to dla mnie o wiele ciekawsze zajęcie niż ubieranie lalek Berbie.

- Jesteś bardzo zadziorna.

- Tak, mama mówiła, że rozsadza mnie energia.

- Biłaś się z chłopakami?

- Kilka razy. Pokonałam nawet Dominika! Oczywiście to było żartem.

- E, chyba nie tak do końca.

- No dobrze. Pół żartem, pół serio.

- Masz jakieś kompleksy?

- Czuję się trochę za gruba i mam wiecznie czerwone policzki.

- Dziś masz 16 lat i trenujesz kickboxing. Dlaczego akurat ten sport?

- Bo, po pierwsze - nowe wyzwanie; po drugie - pragnienie, by uprawiać sport walki; po trzecie - fizycznie wyładować energię poprzez uderzenia. Aaa.. i jeszcze po czwarte - samokontrola!

- Trenujesz już ponad rok. Kickboxing jest aż tak ekscytujący?

- Kocham kickboxing od pierwszego treningu, który świetnie pamiętam. Podczas tego pierwszego treningu oberwałam od trenera w twarz. Oczywiście szkoleniowo, bo trzymałam ręce w złej pozycji. Trenuję trzy razy w tygodniu. Sport pozwala trzymać się daleko od używek... Najfajniejsze są sparingi z chłopakami, bo mogę ich bić bez konsekwencji. (Śmiech)

- Jesteś w ciekawym mundurze z dumnym orłem na czapeczce.

- Tak, to mundur, w jakim się chodzi w szkole w Swarożynie. Poszłam do mundurówki do Swarożyna, gdyż chcę zostać zawodowym strażakiem.

Po jakimś czasie

- Masz bardzo ładną stronkę na Fb z napisem  "Straż. Moja droga, moje marzenie, moje życie".  Napisz  tekst pod tym tytułem.

Po godzinie tekst jest już gotowy z dopiskiem: "Myślę, że się spodoba, bo włożyłam serce w tę pracę".

 Moim największym marzeniem jest zostać strażakiem. Zawsze chciałam pomagać innym ludziom, a Straż Pożarna... strażacy to ludzie niosący pomoc bliźnim, których nawet nie znają. Dwa lata temu chciałam zostać ratownikiem medycznym, jednak zmieniłam decyzję. Od maja 2014 roku chciałam iść do wojska i służyć Ojczyźnie. Od 28 lutego 2015 zaczęłam oglądać serial 'Strażacy'', który ukazuje służbę strażaków. Dzięki niemu chciałam bliżej poznać służbę Straży Pożarnej.

Chodzę do liceum o profilu mundurowym w Swarożynie, do klasy pierwszej. Mam zamiar służyć w Straży Pożarnej. Jestem członkiem Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej w Zblewie. W drugim tygodniu września miałam okazję uczestniczyć razem z klasą w obozie integracyjno-szkoleniowym w Swarożynie. Tam mieliśmy zajęcia ze strażakami, między innymi ćwiczenia musztry, wspinaczkę na drabinkę speleo na ok. 18 metrów, zajęcia z udzielenia pierwszej pomocy przedmedycznej, praktyczne ćwiczenia dotyczące budowania linii gaśniczej, nocne ćwiczenia obejmujące korzystanie z mapy i poszukiwania osób. Zorganizowano też koncentrację gminną, która zakładała wybuch gazu w budynku internatu. Nasza klasa wcieliła się w poszkodowanych. Zostaliśmy ewakuowani z budynku przez przybyłe na miejsce jednostki. Mieliśmy przy tym okazję zobaczyć, jak wygląda akcja ratowniczo-gaśnicza z bliska oraz zapoznać się z wykorzystywanym przez Straż sprzętem. Te wydarzenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że zostanę strażakiem.

Straż Pożarna to pasja i poświęcenie, a ja chcę coś w życiu zrobić. Strażak to niezwykły człowiek. Ten człowiek może uratować Ci życie, ten człowiek jest bohaterem. Nie ma nic silniejszego od serca strażaka. To osoba stworzona przez Boga do tego, aby z piekła wynosił niewinne dusze. Podobno nie ma aniołów na ziemi... spójrz na strażaka... To on czuwa nad Twoim życiem, nie dbając o swoje życie. Jest tylko jedno życie, strażaka również. Dlatego STRAŻ to moja droga, moje marzenie, moje całe życie!

Monika Dulska

 

16.09.2015 środa. Piękny, słoneczny dzień. Celem naszej wycieczki jest Gminny Ośrodek Kultury w Smętowie Granicznym. W planie między innymi spotkanie z dyrektorem GOK Bartłomiejem Kozłowskim. Niestety, nie udaje nam z nim spotkać. Jedziemy więc do pałacu w Smętówku koło Smętowa. Tam spędzamy więcej czasu. Rozmawiamy z mieszkańcami i robimy zdjęcia.
       W pałacu obecnie mieszka dziesięć rodzin, tworzących wspólnotę mieszkaniową (jak się dowiemy za tydzień - nieformalną). Taka wspólnota jest tu możliwa, gdyż ci bardzo sympatyczni ludzie zawsze się ze sobą zgadzają. Sami odremontowali obiekt, oczywiście na tyle, na ile było to możliwe.
Niektórzy mieszkają w nim ponad 20 lat.
      Dookoła pałacu, przede wszystkim w ogródkach, można znaleźć stare przedmioty, świadczące o jego burzliwej historii. Mieszkańcy zaczęli przynosić i pokazywali nam: wielką łuskę od pocisku, szablę z XIX wieku, kawałki ornamentów, a nawet skamieliny, między innymi belemnity, zwane strzałkami piorunowymi (niektórzy niesłusznie uważają, że to stopiony przez piorun piasek). Często w ogródkach znajduje się monety – polskie i niemieckie.

Największe mieszkanie ma... Bartek Kozłowski, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Smętowie. Jest ono dwupoziomowe. W salonie można grać w badmintona.

      Mieszkańcy opowiedzieli nam historię pałacu. O tym, jak go remontowali, co znaleźli podczas remontu i prac w ogrodach. Jeden z mieszkańców pokazał nam swoją piwnicę, gdzie w 1945 roku w czasie bombardowania schowali się ludzie. Na wystających z sufitu hakach zdaje się wieszano mięso. Prawdopodobnie przed wojną była tu wielka spiżarnia. To właśnie ten pan pokazał nam szablę i łuskę po naboju od działka meserszmita. Powiedział, że w domu ma sporo takich przedmiotów, ponieważ interesuje go historia. Ma dużą wiedzę i jest świetnym gawędziarzem.

Umówiliśmy się na spotkanie w przyszłym tygodniu, również w środę, żeby lepiej przyjrzeć się temu wszystkiemu oraz porozmawiać z panem Bartkiem, który na pewno ma nam wiele ciekawych informacji do przekazania.

23.09.2015 środa. W świetlicy w Smętówku w warsztatach dziennikarskich bierze udział nie tylko młodzież. Są dzieci i dorośli. Jest też pan Bartek i jego żona.

Warsztaty składają się z dwóch części. Najpierw ich uczestnicy piszą prace na temat, co im się najbardziej podoba w Smętówku, czy lubią mieszkać w pałacu oraz co by zmienili w tej miejscowości.
Po napisaniu następuje zmiana ustawienia krzeseł. Jedno, dla występującego, zostaje otoczone przez pozostałe. Na tym jednym po kolei siadają autorzy tekstów i czytają swoje teksty. Red. Tadeusz Majewski przy okazji daje wskazówki, jak należy czytać, żeby prezentacja wzbudziła zainteresowanie.  
Okazuje się, że mieszkańcy Smętóœka są bardzo kreatywni. Oto kilka najciekawszych wypowiedzi:

Robert Dymerski: - Bardzo lubię tę miejscowość. Brakuje mi placu zabaw, boiska oraz ścieżek rowerowych, żebyśmy mogli jeździć rowerami oraz na rolkach.

Kasia Dymerska: Chcielibyśmy mieć porządne boisko do gry w siatkówkę, koszykówkę, piłkę nożną. Po przyjściu ze szkoły chcielibyśmy iść na spacer, jednak nie mamy dokąd. Chciałabym, aby Smętówko tętniło życiem.

Dominika Kozłowska: - Mam swój pokój, w którym lubię się bawić. Moje mieszkanie było kiedyś salą balową, a teraz jest moim domem. Chcę, żeby przed moimi oknami był plac zabaw. Chcę się tam bawić i spędzać tam czas. Po drugiej stronie mojego domu jest świetlica, w której lubię się bawić.

Milena Wolska: – Poza świetlicą wiejską nic tu nie ma. Jest tylko mały sklep. Dzieci nie mają gdzie iść. Starsi ludzie w wieku 50-60 lat też nie mają gdzie iść. Nie ma żadnych miejsc do rekreacji poza świetlicą. Chciałabym, aby był plac zabaw, sklep, funkcjonalne boisko i inne obiekty rekreacyjne.

Izabela Lisakowska: - W miejscowości jest ładnie i spokojnie, ale w niej nic nie ma. Nie ma parku (tzn. park jest, kiedyś należący do pałacu, teraz ogrodzony, czyjaś własność prywatna - przyp. red.), placów zabaw dla dzieci. Najfajniejsza jest tu świetlica wiejska w pałacu. Wszędzie jest daleko. Dla dzieci jedyne atrakcje to bieganie po podwórku i zabawki. Chcielibyśmy mieć plac zabaw, park, boisko. Przydałyby się też lepsze drogi, bo ich obecny stan jest fatalny. Zimową porą na drodze jest tragedia, a do przystanku mamy 2 kilometry. W tutejszym sklepie niestety nie ma nic do kupienia.

Jak widać, wszystkie wypowiedzi prowadzą do jednego. Młodzi chcą placu zabaw dla dzieci, parku rekreacyjnego, ścieżek rowerowych i lepszych dróg. Pałac został wyremontowany dzięki wysiłkowi rodzin tam mieszkających, którzy dbają o niego, jak tylko mogą. Szkoda, że na na drugim spotkaniu nie było pana gawędziarza, bo mielibyśmy więcej informacji na temat historii pałacu.
Adam Stormowski  
 

Zapraszamy na spotkanie z cyklu "spotkań zciekawym człowiekiem"

„Z DOMOWEJ KRONIKI PRZYRODNIKA”,

czyli Kociewska Amazonia - filmy, nagrania, zdjęcia

dr Piotra Madaneckiego - wszechstronnie utalentowanego biologa i hodowcy roślin egzotycznych

 

które odbędzie się dnia 19 maja 2015r., o godzinie 17.00

w auli Ogniska Pracy Pozaszkolnej                            

ul. Sikorskiego 26 w Starogardzie Gdańskim

WSTĘP WOLNY!!

Poniżej prezentujemy dwa teksty powstałe w kole dziennikarskim. Napisał je Miłosz Szachta z I klasy Technikum im. gen. Józefa Hallera w Owidzu pod doświadczonym okiem nauczyciela, Pana Tadeusza Majewskiego. Teksty dotyczą starogardzkiej Galerii Neptun. 

http://kociewiacy.pl/gminy/starogard_gdanski/index.php?option=com_content&task=view&id=747
http://kociewiacy.pl/gminy/starogard_gdanski/index.php?option=com_content&task=view&id=748

W najbliższy wtorek 28 kwietnia 2015 r. o godzinie 17.00 spotykamy się w auli OPP z Sylwią i Piotrem Ossowskimi, reżyserami filmu "Kamień" opartym na motywach legend o diabelskim kamieniu z Pinczyna. Będzie okazja porozmawiać o treści filmu, o technikach filmowych oraz o tym jak na Kociewiu "robi" się filmy.

Tym razem chcemy Wam opowiedzieć o działalności koła dziennikarskiego prowadzonego przez Tadeusza Majewskiego. Grupka młodych reporterów od kilku tygodni uczestniczy w zajęciach dziennikarskich w świetlicy w Kościelnej Jani. Ma za sobą pierwsze odkrycia i pierwsze materiały. Reporterzy rozmawiali m.in. z panem (na zdjęciu), który dokładnie pamięta opowieści swojego ojca nt. podziemnego gotyckiego przejścia z kościoła do zameczku stojącego kiedyś 500 m na wschód. W świetlicy przeprowadzono wywiad z dziewczyną grającą w kościele na organach (tezżna zdjęciu) oraz z opiekunką świetlicy Martyną Klasą. A odkrycie? Rewelacja! Najstraszy budynek gospodarczy w powiecie! Świadczy o tym datownik. Wszystkie te materiały znajdziecie w nowym, 6. numerze "Zielonego Autobusu". Tu kilka fotek. Po reporterskim opisaniu Kościelnej Jani zostaną opisane dwie następne Janie – Stara i Leśna. Wszystkie trzy są fascynujące.

Fotoreportaż z zajęć: http://kociewiacy.pl/gminy/smetowo/index.php?option=com_content&task=view&id=559

 

         

Spotkanie z Mariuszem Kurowskim

27 październik 2014
Dział: Imprezy

W piątkowy wieczór 24 października na sali Ogniska Pracy Pozaszkolnej odbyło się spotkanie autorskie z Panem Mariuszem Kurowskim Kociewiakiem z Podlasia o genealogii i tajemnicach starych zdjęć. Pan Mariusz podzielił się z licznie zgromadzoną publicznością swoja pasją, jaką jest poszukiwanie znaczenia, osadzenia w historii fotografii, które kryją w sobie najróżniejsze tajemnice, opowiadają o ludziach znajdujących się na zdjęciach, o miejscu w którym zostały zrobione i o czasie kiedy powstały. Odkrywanie tych tajemnic to dla Pana Mariusz prawdziwe wyzwania i niesamowita frajda. Czekamy na kolejne spotkania.

Plan zajęć OPP na rok szkolny 2020 – 2021

Prezentujemy Państwu ogólną ofertę zajęć dostępnych w naszej placówce.